Może wydawać się to dziwnym i nieprawdopodobnym, ale ostatnio – jak wynika z policyjnych statystyk – znacznie wzrosła liczba przestępstw polegających na kradzieży granitu. Co prawda niektórzy - z grupy tych bardziej ograniczonych – mieszkańcy naszej planety wierzą w różnorakie cudowne czy magiczne właściwości tego kamienia, ale podczas kradzieży kieruje nimi raczej bardziej prozaiczna potrzeba – chęć zysku. Tymczasem najczęstszym zyskiem, niekoniecznie w pozytywnym tego słowa, znaczeniu tego procederu są przepukliny i urazy kręgosłupa, względnie naderwanie mięśni przedramion.

Wszystko to wynika z prostego faktu – granit jest materiałem dosyć gęstym i przez to ciężkim, a chuligani ci, nie wiedzieć czemu na swój cel i jako swą zdobycz upatrują zazwyczaj najpotężniejsze okazy kostek granitowych. Obserwowałam kiedyż jednego z nich, jak – biedaczek – próbował donieść taki wielki sześcian (krawędź o długości niespełna pół metra!).

Bardzo przydałaby mu się taczka (rodzaj wózka służący pracownikom budowlanym do podpierania łopaty). Ciężar okazał się za duży, kamień upadł – choć precyzyjniej określić to należy jako przyciągnięcie przez kostkę granitową słabej istoty w kierunku podłoża. Skończyło się to tępym urazem i zapewne zmiażdżoną stopą. Inaczej kwestia wygląda ze zorganizowanymi grupami – te kradną ilości, że tak powiem, hurtowe, narażając na poważne straty kamieniołomy. Doszło do tego, że ich właściciele zaczęli inwestować w system monitorowania i wyspecjalizowane służby ochrony. Zdaje się, że ukręciło to ten niecny proceder.